Zmarli spieszą gdzie ich guślarz woła

Autor: | · · · · · · · · · · · | Bez kategorii | Możliwość komentowania Zmarli spieszą gdzie ich guślarz woła została wyłączona

KSIĄDZ
Ja we wszystko wierzę,
Cokolwiek w Piśmie Świętym Chrystus nam ogłasza
I w co zaleca wierzyć Kościół, nasza matka.
GUSTAW
I w co twoje pobożne wierzyły pradziady?
Ach! Najpiękniejsze święto, bo święto pamiątek,
Za cóż zniosłeś dotychczas obchodzone Dziady?
KSIĄDZ
Ta uroczystość ciągnie z pogaństwa początek;
Kościół mnie rozkazuje i nadaje władzę
Oświecać lud, wytępiać reszty zabobonu
GUSTAW (pokazując na ziemię)
Jednak proszę przeze mnie, i ja szczerze radzę,
Przywrócić nam Dziady.

 

W ogromie zjawisk, jakie człowieka otaczają, oraz w nim tkwią i składają się na pewien całokształt zwany jego życiem, nic nie wywiera tak silnego wrażenia, jak właśnie ta chwila końcowa życia – śmierć. Wtedy bowiem urywa się wszelkie rozumowanie i dociekanie przez mniej lub więcej rozwinięty umysł, a zaczyna się sfera wiary, przesądów i obyczajów. Zaczyna się sfera opowieści.
 

Światyje dziady prosim was,
Chadzicie, lecicie da nas,
Jeśli i pici szto Boh dau,
Szto ja dla was achwiarawau,
Czym tolki chata bahata.
Światyje dziedy, prosim was,
Chadzicie, lecicie da nas.

 
Opowieści i obyczajowość wynikała z wyobrażeń dotyczących zmarłych. Pierwsze z nich polegało na przekonaniu, że zmarli nie odchodzą z tego świata raz na zawsze. Chociaż śmierć biologiczna jest ostateczna to ma miejsce drugorzędne. Zmarli bowiem w określonych sytuacjach przebywają nadal w miejscach, w których zwykli żyć. Stąd też przekonanie, że mogli oni nawiedzać żyjących by prosić o przebaczenia, by upomnieć się o przedmioty, których nie włożono im do trumny, albo by wskazać gdzie ukryto pieniądze. Drugie wyobrażenie dotyczyło życia na tamtym świecie, które nie różniło się bardzo od życia ziemskiego. Także i w zaświatach człowiek podlegał prawom biologicznym i fizycznym: wykonywał te same czynności, miał te same potrzeby. Stąd też zmarli nadal interesowali się pozostawionym gospodarstwem. Mawiano, że matki powracają kołysać swoje dzieci, żony powracają pracować na gospodarce, a mężowie powracają współżyć ze swoimi żonami.
 

Z tych oto wyobrażeń – dziady. Dziady – nie tylko jako ludzie starzy, nie tylko spokrewnieni. Termin ten odnosił się do ludzi, którzy poprzez śmierć stawali się przodkami swych żyjących krewnych. Jako że z tradycyjnymi wyobrażeniami dusze zmarłych związane były z miejscem gdzie żyli i zostali pochowani to uczty zaduszne organizowano nie tyle dla Dziadów –krewnych , a raczej dla wszystkich dziadów zamieszkujących dane gospodarstwo. Dziady więc to wszyscy zmarli. No, prawie wszyscy. Byli bowiem i dziwni zmarli, tacy którzy umarli w sensie biologicznym, jednak nie zostali obrzędowo wyłączeni ze społeczności żyjących. Dla takich droga na tamten świat była zamknięta, w konsekwencji czego skazani byli na wieczne błąkanie po ziemi jako rozmaite demony. Tych w opowieściach jest najwięcej.
 
Dziady – obrzęd przybierały różną formę, jednak zawsze pozwalały uchwycić nadrzędną ideę: łączność świata żywych i zmarłych oraz ich wzajemną zależność. Dlatego też o zmierzchu wszystkie naczynia ze strawą okadzają woskiem. Okrywano stół świeżo upranym białym obrusem. Modlono się przed świętymi obrazami, wypowiadano zaklęcie zapraszające dziady. Po odprawieniu ceremonii zasiadano do stołu tak, by przy każdym żywym zmieścił się jeden umarły. Gospodarz nalewał czarkę tak pełną, by przelała się na stół dla dziadów i inni tak czynili. Gdy zaczynali biesiadnicy spożywać zupy, bardzo powoli, każdy po opróżnieniu łyżki odkładał ją na stole, by umarły mógł z niej skorzystać, gdy żywy przeżuwał. Kolejne dania odrzucano do osobnej miski, także i gorzałki odlewano dzieląc się z dziadami. Po skończonej wieczerzy gospodarz otwierał drzwi lub okno, żegnał się z gośćmi z tamtego świata wymawiając zaklęcie. Jednak ze stołu nie sprzątano się aż do rana, a jedynie resztki jadła stawiano w oknach dla dziadów, którzy się spóźnili na ucztę. Drzwi do sieni zostawały niedomknięte, aż do pierwszego piania kogutów.
 
Inny przebieg miały uczty urządzane na cmentarzach. Tam, podstawowy sens dziadów, czyli karmienie zmarłych był jeszcze bardziej wyraźny, uczta bowiem odbywała się na grobie. Praktyki były obecne m.in. na Białorusi, natomiast w okolicach Sokala kobiety po nabożeństwie w cerkwi i uczcie na cmentarzu szły do karczmy, by tam przy muzyce bawić się za dusze zmarłych. Jako że ideą dziadów – obrzędu było obcowanie żywych ze zmarłymi i dzielenie się z nimi różnymi dobrami, to możliwie pełną integracją przodków ze zmarłymi mogła być wspólna zabawa. Bywało też, że jedzeniem opłacano dziadów – żebraczy za modlitwy, wręczając za każdą modlitwę jeden bochen.
 
Dziady to obrzęd szczególny. Bo i śmierć jest zawsze wydarzeniem unikatowym. Z życiem rozstaje się człowiek, lud nie chce się ze śmiercią zetknąć. Ludzkość natomiast staje wobec zagadki śmierci z lękiem, zadumą i ciekawością. Na życie i na śmierć najlepsze są opowieści.
 

Światyje dziedy
Zletaliś siudy,
Jeści – padjeli,,
Pić – najpilisia,
Cześć i sława wam!
Ciepier skażycie nam,
Czaho wam trzeba?
W lepiej:
Lecicie da nieba.
A kysz! A kysz! A kysz!

 

Autorka: Martyna A. Rubinowska

 


 

Bibliografia:

Fischer, A. (1921). Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego. Lwów: Zakład nar. Im. Ossolińskich

Grochowski, P. (2009). Dziady Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach. Toruń: Wydawnictwo NUMK


Brak Komentarzy